Kartka z pamiętnika, czyli o tym jak matce minęły wakacje! 🤔


Cały sierpień odliczałam z pełnym zaangażowaniem dni do 2 września. Już nie mogłam się doczekać, kiedy w domu będę miała choć odrobinę ciszy i spokoju. Nie, żeby coś - JA KOCHAM SWOJE DZIECI, ale lubię, gdy ich czasem obok nie ma. 🤷‍♀️
Ot taka wyrodna ze mnie matka. 😉

Wakacje zaczęliśmy świętować w czerwcu, gdy na ostatni weekend pojechaliśmy bardzo spontanicznie pod namiot. Ot tak, w drodze na wodę pojechaliśmy do sklepu i zupełnie nie przygotowani, ku zdziwieniu dzieci pojechaliśmy na pole namiotowe do Imielina. Szczerze? Kemping 🏕 mega, noc z brygadą również przeszła. Niestety z namiotu mam jedno, jedyne zdjęcie.. ale COŚ na nim widać.. 😂
Jak w lewym dolnym roku dopatrzysz się zwłok to znaczy, że widzisz Hanie, dalej już bardziej oczami wyobraźni widać kończyny Zuzy, a za nią wstał ten co zawsze wstaje z kogutami - Jan.
Jak dla mnie pierwszy raz ich pod namiotem był zdecydowanie na plus!

Kolejna sprawa i mega zaskoczenie nie tylko dla dzieci, ale i dla mnie to spontaniczny wyjazd ZE ŚLĄSKA NAD MORZE I TO TYLKO NA WEEKEND! 🙈
W piątek, po całym tygodniu tyrania w pracy Pan tata zjadł obiad, zmienił samochód i wyruszyliśmy na nocną przejażdżkę.
Niech ktoś mi powie, że najlepiej z dziećmi nocą jeździć jeszcze raz to wyśmieję takiego! Pierwsze dwie godziny Hania ryk i kwik. Co postuj to wszyscy pobudka i miliony pytań do. AAA! Ogłupieć można. 7 rano meldujemy się we Władysławowie. 😍
Zuzia, która bardzo chciała zobaczyć morze była wniebowzięta! 🤗 ❤️
A ja? Ja mogłabym patrzeć na nie godzinami..
Jak wyglądał ten weekend?
Piątek wyjazd z domu o 21:20.
Sobota 7:00 rano dojechaliśmy do Władysławowa, 8:00 odwiedziliśmy pierwszy sklep żeby kupić coś na śniadanie, w planach był piknik na plaży, jednak Jan zmoczył się caluśki i było mu zimno, a więc pojechaliśmy poszukać PEPCO, żeby kupić mu na już coś do przebrania.. Gdy młody był z tatą w sklepie lunęło! 🤦‍♀️ I tak padało do wieczora..
Niedziela, wstaliśmy przed 10, szybkie śniadanie, pakowanie i idziemy oglądać statki w porcie. Jan oczywiście - jak tata - chce każdy zaliczyć. Koło południa zaczęło padać, więc wybrałam restaurację w Pucku. Po obiedzie pojechaliśmy na coś w stylu regat do Gdańska, stamtąd po przepłynieńciu się promem (lenistwo tłumaczone frajdą starszaków) wybraliśmy się pod słynne molo w Sopocie na kolację. Kolacji-piknik dokładnie. 🙂




Więcej zdjęć będzie w tematycznych postach, tutaj w końcu tylko wspominamy wakacje.. 😉
Z Sopotu wyjechaliśmy około 19.. Mniejsi usnęli od razu. Zuza natomiast około 22:00. Koło 23:00 stanęliśmy na stacji, żeby kupić sobie coś do picia, fajki, ect.. I co? I Jan wstał wyspany! Każdy postój, zjazd.. były nasze! KAŻDY! Ostatni raz stawaliśmy po 03:00, bo panicz znów chciał siusiu i piciu. 🙄 Po tym postoju wielmożny Pan zasnął. Koło 05:00 byliśmy w domu, o 06:00 Pan Tata wychodził do pracy..
Cóż. Jesteśmy jak dzieci, ale oboje to lubimy. 😃


Z początkiem sierpnia wprowadzili się nad nami sąsiedzi. Przez dobry tydzień nas zalewali. Większość czasu mnie przy tym nie było, także urlop, który wtedy miał mój wybranek nie wypalił nawet minimalnie. 🤦‍♀️
Życie. Tak to się mówi, nie?
W ostatni dzień jego urlopu ja będąc sobie na spacerze z dzieciakami musiałam oczywiście coś odpalić, bo jakby to było inaczej.. A więc opowiem Ci calutką historię, bo czemu nie. 🙂

Idę sobie z poczty do domu pieszo (jakaś godzina drogi do domu), niech dzieciaki się przejdą, a co! W pewnym momencie zdecydowałam się przejść na drugą stronę ulicy. Akurat samochody stanęły, by kogoś tam przepuścić. Patrząc jeszcze bardziej intuicyjnie w lewo oślepiło mnie słońce. Dopiero, gdy wyszłam na ulicę zobaczyłam zbliżający się od strony Janka tramwaj, który nie zwalniał, a wręcz przeciwnie - przyspieszył! To i ja przyspieszyłam ponaglając dzieciaki. W tym momencie pół pięty znalazło się poza moim klapkiem. Mądra ja poszłam sobie na spacer w japonkach, ehh. Kostka coraz bardziej mnie bolała, ale nie zwracałam na to uwagi, bo i po co? Poboli i przestanie, nie? Gdy doszłam do domu miałam już małą kuleczkę koło kostki, po godzinie mój zauważył, że kolano ze stopą mi puchną, chciał żebym pojechała na sor, jednak ja wolałam poczekać do następnego dnia. W nocy zauważyłam, że w kolanie wyskoczyła rzepka, a więc wsadziłam ją na swoje miejsce, jednak chodzić nadal nie umiałam. W sobotę już mnie nie słuchał, zażądał zamówienia taksówki, ubrania się i pojechania na oddział ratunkowy. Więc o 12:00 powitał mnie szpital na Zamkowej 4 w Zabrzu. opowiedziałam każdemu jak trzeba co się stało i co mnie boli. Lekarz od 7 boleści, dosłownie powiedział, że nie ma prawa boleć mnie noga w tylu miejscach tak mocno, więc tłumaczę cymbałowi, że boli mnie CAŁA STOPA WRAZ Z KOSTKĄ I KOLANO tak samo mocno, a on w zaparte, ŻE NIE MOŻE MNIE BOLEĆ WSZYSTKO NAJMOCNIEJ I MUSI BYĆ TO MIEJSCE! Więc wskazałam mu 3 miejsca, gdzie "boli mnie najmocniej", a on sobie wybrał jedno, mówiąc, że skoro kolano wygląda normalnie, bo rzepkę wstawiłem sobie sama to zrobimy zdjęcie śródstopia. Okej. Nie wiem czy oglądał zdjęcie, bo przy mnie tego nie zrobił, natomiast zbadać mnie również nie zbadał, nawet nie dotknął tej nogi. 😑
Dał mi skierowanie na ortezę i wsadził w gips dopóki jej nie zakupię, noo i kazał się zapisać do ortopedy na za 2 tygodnie. Już w niedzielę wieczorem noga bolała mnie 3 razy mocniej, ale nic nie mówiłam. W poniedziałek moi rodzice przyjechali po Zuze, żeby mnie przez tydzień odciążyć, także zostałam z Janem i Hanią. Było lżej, to prawda. Przywieźli ją dopiero w piątek po południu. Ja próbowałam dostać się do jakiegokolwiek ortopedy, najbliższy termin dostałam za miesiąc, mimo, że po tygodniu sama z siebie już na nodze nie stawałam, a wzięłam kule. We wtorek pojechałam wieczorem na sor, tłumacząc co się dzieje, że kolano jest tragiczne, a ja z bólu nie wytrzymuję. Nie chcieli mnie przyjąć, jednak lekarz warunkowo zgodził się mnie zobaczyć, gdy skończy pacjentów, którzy byli przede mną. Wchodzę, opowiadam co było, mówię o kolanie, a on, że to nie możliwe, żeby lekarz mi tego kolana nie dotykał.. 🙄 Jakie było jego zdziwienie, gdy wyszukał w systemie moje nazwisko, a tam nawet nie było wspomniane o bólu! Kazał się zarejestrować i zrobić zdjęcie kolana. Kolano również skręcone. Miałam mieć od początku całą nogę w gipsie.. było już za późno. Cóż. Okłady z lodu, leki przeciwbólowe i bandaż elastyczny na kolano, bo na stopie orteza. Zapisał mnie do poradni ze szpitala już, żebym nie musiała znów się prosić o termin. Data na 21.08. Pojechałam tego dnia.. Zostały 3 osoby i ja do końca, lekarz wyszedł z gabinetu i powiedział, że nikogo z nas już nie przyjmie, bo właśnie jego czas pracy na dziś minął. Próbowałam walczyć o swoje, jego odpowiedź? NIE MOJA WINA, ŻE PIELĘGNIARKI ZAPISUJĄ ZA DUŻO OSÓB! I poszedł w ciul..
Poszłam wkurzona do tego cholernego okienka prosić o termin. Wiesz na kiedy dostałam? Na 11 września! Także do tej pory nikt mi tej nogi nie oglądał.. A poprawy zbytnio nie ma. 🙂

Na koniec Ci powiem, że ktoś zawinął mi kartę z banku, mając dane umiał wejść przez aplikację i zrobił sobie przelew na ponad 141 DOLARÓW! Tak, ktoś okradł mnie na ponad 500zl. Sprawa na policji, w banku.. ahh niby kończy się w miarę dobrze, jednak sam fakt boli mnie ogromnie.



Tak oto minęły nam wakacje. 🙂
A Ty swoje jak wspominasz? 😉

Komentarze