Gadżet, który doceniłam przy trzecim dziecku. Rewelacja ukryta w cieniu!


Jednak człowiek uczy się całe życie. Jako mama 2 myślałam, że wiem już wszystko, że nic mnie nie zaskoczy. Nic bardziej mylnego.

Przy Zuzi posłuchałam pewnej rady, która po jednym z wielu argumentów wydała mi się sensowna - "śpiworek? O matko, a idź z tym! Ani to ładne, ani praktyczne! Poza tym widziałaś kiedyś coś takiego w wózku?" - eh, no nie widziałam. Z tym argumentem ciężko było mi polemizować, bo przecież skoro nikt nie wkłada tego dziecku (a ma większe doświadczenie w temacie) to coś musi być z nim nie tak. I JEST!
NIKT, KURDE NIE WIE JAKIE TO PRAKTYCZNE!

Serio. Przy Hani stwierdziłam, że muszę sama się przekonać co i jak. Ja wiem, że nie wygląda to jakoś mega super, bo przynajmniej na pięknookiej kluseczce wygląda jak worek na kartofle, ale jest bardzo, baaaaardzo praktyczne. Jak na razie w ciągu tych prawie 9 miesięcy  (o matko, jak to zleciało!) znalazłam jedną, jedyną wadę, a mianowicie ciężko znaleźć je w sklepach. Zapewne dlatego, że nie ma na nie popytu, jednakże ja mam zamiar to zmienić. I oby udało mi się tego dokonać. 😉

Śpiworek w wózku.
Tutaj świetnie się sprawdza w chłodne dni. Pamiętam jak z uporem maniaka Janek odkrywał mi się spod koca. Szału dostawałam za każdym razem, gdy musiałam po raz kolejny poprawiać go, okrywać, by po chwili go ściągnął i płakał, bo paniczowi zimno. Ooo jak ja często groziłam mu pod nosem zamarznięciem, jeśli rozkopie się jeszcze raz. Przy Hani tego nie było, delikatnie ubrana wskakiwała od małego do śpiworka. Mogła machać rękami, kopać nóżkami, a śpiworek jak leżał, tak leżał. Bomba! Nie musiałam się już martwić, że ją przewieje, nawet jak ją wyciągnę z wózka.

Śpiworek w łóżeczku.
Tutaj u nas się nie sprawdza, bo Hania lubi spać bez jakiegokolwiek nakrycia. A najlepiej do tego nago spałaby najchętniej. Jednakże będąc na pewnych warsztatach już w 3 ciąży sporo dowiedziałam się o śmierci łóżeczkowej. Okazuje się, że nawet noworodek może tak się ruszać, by kocem okryć się na tyle, aby się udusić.
Od pierwszego dziecka byłam bardzo wyczulona na nocny sen dzieci, ze względu na zwiększone ryzyko śmierci łóżeczkowej przez bezdechy u Zuzi, jednakże nigdy nie pomyślałam, że mały kocyk może być ŚMIERTELNYM ZAGROŻENIEM! A więc dlaczego śpiwór w domu ma u mnie plus? Bo jest założony na dziecko, a więc jeśli dziecko będzie się wiercić, śpiworek zrobi to samo.

Bezpieczeństwo, wygoda, ciepło. Trzy rzeczy, które przekonały mnie do tego dziecięcego gadżetu. Dlatego też, gdy moje dzieci, gdy dorosną i zdecydują się zostać rodzicami pokażę im ten post, opowiem jak było z nimi i mam nadzieję, że przekonam ich do śpiworka zamiast kocyka. Na prawdę to nic, że nie widzicie innych z tym! Oni po prostu jeszcze nie dowiedzieli się o zaletach tego produktu.


Komentarze

  1. Bardzo fajny post i na pewno będę mieć go na uwadze jak będę mieć dzieci :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli widziałeś post daj mi znać.
Jeśli spodobał Ci się wpis podaj go dalej!
Za każdy komentarz i udostępnienie bardzo dziękuję <3.