Wyjazd przedszkolaka do sanatorium. Rabka Zdrój - Uzdrowisko Jagiellonka - czy warto?



Jeśli jesteś z nami na Facebooku klik lub instagramie klik wiesz, że w maju jechaliśmy do sanatorium, gdzie Zuzia była leczona. Trafiliśmy do sanatorium Jagiellonka, zaraz koło Parku Zdrojowego z czego bardzo się ucieszyłam,  a na zabiegi dochodziliśmy tam, gdzie ja miałam za dziecka (ah wspomnienia 😈) - do centrum zdrowia i urody.





Sanatorium to miejsce, gdzie jedzie człowiek się podleczyć, często kojarzone jest ze starszymi ludźmi, jednak niektórym dzieciom też jest bardzo potrzebne!

Nasza przygoda z sanatorium zaczęła się jakoś pod koniec zimy, gdzie przy kolejnej chorobie Zuzi zaczęliśmy z naszym pediatrą debatę na temat tego czy nie warto byłoby jej troszkę pomóc, decyzja zapadła jakoś na wiosnę, gdy była niemalże pewność zabiegu, a więc konieczność zaleczenia układu oddechowego i wspomożenie odporności, bo zwykłe wycięcie migdała nie jest wcale takie zwykłe i bezpieczne.
Dostaliśmy skierowanie do Rabki, także 15 maja, na godzinę 14 wstawiliśmy się do sanatorium dla przedszkolaków (od 3 do 6 roku życia - 7mio letnie dzieci już tu nie trafią i raczej nie mogą być w sanatorium z opiekunami).

Opinie o naszym ośrodku były różne, często tragiczne, dlatego też bałam się tego wyjazdu, a zarazem byłam nim bardzo podekscytowana.



Mieliśmy przepisanych osiem zabiegów.
Pierwszy polegał na pojeniu wodą mineralną dziecka dziennie. Woda ta miała specyficzny smak, a kuracja pitna trwała około 14 dni.

Kolejny o którym za dużo powiedzieć nie mogę była gimnastyka zbiorowa.


Kolejne były inhalacje solankowe.
W czasie, gdy Zuzia zażywała inhalacji zaczęło coś pylić, co objawia się u nas katarem i atakami astmy. U Jana astma się pojawiła,  u Zuzi pojawił się tylko delikatny katar.
Nam inhalacje pomogły na duży plus.



Kąpiele solankowe
Kąpiele u nas były przede wszystkim ze względu na AZS. Jeżeli zaraz po kąpieli opłukałyśmy się wodą nic się nie działo, jeśli się nie opłukałyśmy zaraz robiły się ranki. Taki urok naszej choroby.






Następne były lampy Sollux i Bioptron

Sollux naświetla się częściowo pół na pół. Siedzi się tutaj bez koszulki przez co Zuzia bardzo nie lubiła tego zabiegu. Najpierw naświetla się gardło i klatkę piersiową, następnie plecy na wysokości płuc.



Bioptron natomiast naświetla gardło i zatoki. Dla 3latka obie lampy są katorgą, nudnym zajęciem, za to jak na razie ważne, że pomogły.


Ostatnim zabiegiem były okłady borowinowe

Nie wiem dokładnie z jakiego powodu Zuzia je miała, ale wiem, że gdybym miała możliwość sama chętnie bym wykupiła sobie ten zabieg. Chyba widać, że było miło na nim ;).




Koszty pobytu w takim sanatorium są dosyć niskie patrząc na dobę, w efekcie trzeba naszykować około 2000zł. Mój pokój, gdzie wzięłam łazienkę na korytarzu (tak 5 minut spokoju od dzieci było dobrym rozwiązaniem) i w podwójnie płatnym sezonie (od czerwca z racji sezonu więcej się płaci) dałam niecałe 1500zł, za dziecko do 3rż bez wyżywienia (posiłki w Jagiellonce mają ogromne i smaczne! więc Jasiek brał połowę mojej porcji) 210zł, oraz klimatyczne za naszą trójkę wyniosło 130zł. Zuzia za zabiegi i pobyt nie płaciła - skierowanie od lekarza.

Czy warto się zdecydować?
Tak. Ja jestem bardzo zadowolona i widzę efekty. Co najważniejsze Zuzi również bardzo się podobało.

Komentarze