Co dał mi rok 2017.



No właśnie.. Co dał mi ten rok.. Dużo smutku, nerwów, radości.. Wszystkiego po trochu.

Przede wszystkim dał mi siłę, a raczej dał mi czas, by tę siłę w sobie znaleźć. Strach przed dokonywaniem czegokolwiek, przed stratą osoby, która mnie do siebie uwiązała, podejmowaniem decyzji i wiarą w siebie poszedł w zapomnienie. Owszem nadal jestem osobą bardzo nieśmiałą, jednak nieśmiałość, a strach to zupełnie dwa różne bieguny. Nabrałam po prostu pewności siebie. Pokochałam się (postanowienie na ten rok) w momencie, gdy zaczęłam zwyciężać depresję. Po prostu przestałam się tolerować, a zaczęłam się kochać. Było to dla mnie nie lada wyzwaniem.

Zrozumiałam, że.. mam przyjaciół. Zaczęłam starać się dbać o te relacje, bo może nigdy oficjalnie nie nazwałbym niegdyś ich przyjaciółmi patrząc wstecz są nimi, nie z nazwy, a czynów. Znamy się kope lat, w sumie praktycznie odkąd pamiętam. I mimo, że czasem nie rozmawialiśmy miesiącami, oni zawsze gdzieś obok byli dla mnie. I ja dla nich. To jest właśnie piękne, bo mogliśmy się kłócić o na prawdę ciężkie tematy, ale, gdy potrzeba zawsze jesteśmy dla siebie gdzieś obok.


Zakończona edukacja oraz zdobycie tytułu dietetyka było dla mnie czymś bardzo ważnym. Za każdym razem, gdy słyszałam, że zniszczyłam sobie życie dziećmi, że nie mam szkoły, bo decyzja zapadła za wcześnie mówiłam sobie w myślach "ty serio nic nie wiesz? No to zobaczysz" tak więc zdałam sobie tą szkołę i jestem zadowolona na maxa, gdyż mieszkając sama z dwójką dzieci nie zawsze miałam czas na dojazdy, naukę czy pisanie dobrych prac. A jednak, stało się i jest ;).


Zdrowie mi się pogorszyło, jednak jestem dobrej myśli. W tym roku trzecią operacją pod rząd zakończyłam karierę osoby do cięcia. Oby ta kariera ciągnęła się przez cały 2018..


Dzieci rosną jak na drożdżach. Zuzka zaczęła przedszkole, a Jaś zaczął broić co nie miara. Ale to dobrze. Znaczy, że rozwija się prawidłowo.


Znalazłam miłość. Albo to miłość znalazła mnie. Nie ważne. Ważne, że dzięki niej odkryłam życiowy sekret :P.


Teraz jestem matką i żoną, albo żoną i matką - jak kto woli. Ale najważniejsze w końcu nareszcie jestem sobą.

Komentarze