#4



Dziś,  jak co dzień Jaś wstał o 6, by przejść do mnie do łóżka. Leżymy sobie i dyskutujemy:
M(ama): Jasiu kocham Cię..
J(aś): uuuuuu
M: No tak, słodziaku, masz rację.
J: aaaaaaa
M: a Jaś też mamę pewnie kocha?
J: NIE!

Masz Ci los! Dalej słyszę "nie, nie, nie..", które cichnie powoli. Nagle nastała cisza, którą uwielbiam. Jego policzek wbija się w moje czoło, a ja z zapałem zaciągam się przepięknym zapachem małego dziecka pomieszanego z viksem. Słyszę pochrapywanie Zuzi, znów myślę kiedy w końcu pójdę zapisać ją do laryngologa. Gdzie znajdę tego normalnego lekarza, któremu płacąc, nie zapłacę za nic, a za zbadanie i zasugerowanie odpowiednich rozwiązań.

Schodzę z jednego tematu na drugi, jak zawsze mam milion myśli na sekundę, przestaję nadążać sama za sobą.
Przystaję na temacie świąt.
Trzebaby było znów umyć okna. Pochować wszystko. Zabawić się w robienie ozdób na święta.. Zakupy i prezenty w myślach odhaczam z listy. Dziś jeszcze wigilia w przedszkolu, na której obiecałam się zjawić, a ja ZAWSZE dotrzymuję słowa. Ciasto, babeczki, bo pierniki już są (co z tego, że praktycznie zjedzone!), kolację też warto ugotować wcześniej. Świetnie, lubię mieć dużo do zrobienia, ale jest mały problem. Po wczorajszej operacji NIE WOLNO mi nic robić. Muszę uważać na szwy, gdyż jest ich dużo, więcej niż poprzednio.

Zaczynają płynąć mi łzy po policzkach.. W myślach mam "czemu już trzeci miesiąc z rzędu ja?!". Po chwili jednak ogarnęłam się. Przecież mam wszystko ręce, nogi, mogę chodzić, skakać, widzę, słyszę i mówię. Kocham i jestem kochana, mimo, że mój mały książę powtarza jak mantrę "nie". Mam swoje mieszkanie, pieniądze, hobby i rodzinę. Mam plany na życie i marzenia, które chcę i mogę spełniać. Czymże jest przy tym wszystkim mój problem z narządem. Czym jest kilkudniowy ból i niemoc siedzenia, jeśli pomimo tego nadal mam wszystko inne. Przecież jak tylko zgoją się szwy znów wrócę do normy. Nie cierpię całe życie tylko kilka dni, a w końcu przestanę z tego powodu cierpieć całkowicie, gdyż można to w jakiś sposób wyleczyć.

Znów wtulam twarz w bobasa i napawam się jego ciepłem. Zerkam na zegarek.. Jest 6:30, usypiam..

Komentarze