Diablo 2 - Czarna Droga. RECENZJA KSIĄŻKI.



Zacznę od tego, że jest to druga część diablo, drugi raz opisywana w szpitalu. Tak my znów. Tym razem nie czekam na cesarkę z nadzieją, że po niej wystrzelą fajerwerki, a moje życie znów będzie jak z bajki. Tym razem jestem z małym Jankiem, na którego wtedy z niecierpliwością czekałam. I martwię się. Martwię nawet bardziej niż wtedy. Ale wierzę, że będzie dobrze. Że wszystko się jeszcze ułoży.


Będąc tutaj mam masę czasu na czytanie. Możesz nie uwierzyć, ale cieszę się nawet trochę z całej tej sytuacji, bo mam możliwość nadrobienia odrobiny zaległych lektur.
Szczerze.
Książka napisana przez Mel Odom'a  przez dużą część czasu mnie nudziła. Było dużo jak dla mnie zbędnych opisów. Jednak potrafiła w niektórych momentach zaskoczyć. Najciekawsze co mogło się przytrafić to generalnie oczywisty koniec, który nagle zmienia bieg rzeczy. I szczerze? Aż chciałoby się więcej i więcej.

Fałszywy kościół, w którym dzieją się cuda za sprawą magii i demona. Darlic, który walczy (jak ja) z przeszłością. Nadzwyczajnie zwykły miecz, łączący troje ludzi. I "facet" dzięki, któremu wszystko mogło się wydarzyć.

Ulubiony cytat?
"- Lordzie Drakulanie - powiedział demon. - Jestem Dien-Ap-Sten. Jestem Twoim zbawieniem.
- Nie jesteś zbawieniem! - krzyknął lord Drakulan. - Jesteś demonem!
- A Ty toniesz - stwierdził Kabraxis. "
Dlaczego?
Nie mam pojęcia. Rozbawił mnie i to tak, że zaczęłam na głos rechotać.

Czy polecam? A jakże!
Mimo kiepskiego początku warto. Na prawdę warto dla zakończenia..


Komentarze