Kartka z pamiętnika.


Ten dzień zaczął się zwyczajnie. Pobudka o 7 rano była męką, nienawidziła wstawać rano, ale teraz nie miała wyboru. Odkąd zdecydowała się na macierzyństwo wiedziała, że w końcu i ją to spotka.

Z zamkniętymi oczyma i telefonem w ręku ruszyła w stronę łazienki. Poranny rytuał -na pobudkę zagrać w grę i zapalić papierosa. Jak zwykle nie umiała ogarnąć co się dzieje, więc wyłączyła grę i poszła umyć twarz. Tak, zimna woda zawsze na nią działała. Nawet, gdy sama chodziła jeszcze do szkoły. Zerknęła na zegarek, 7:30, najwyższy czas. Ubrała się, przejechała szczotką po włosach. Jest gotowa podbijać świat. Dzień dobry wszystkim!

7:35 zaczyna się TA chwila. Czas obudzić dzieci, bo przecież wcześnie wstać potrafią tylko w weekend. Podeszła więc do łóżka i w głowie układając plan dnia ściągnęła z każdego po kolei kołdrę. Brak reakcji, cóż za nowość. Zaczęła gilgotać starszą dwójkę. Oh młody się obudził, ta co powinna wstać oczywiście 0 reakcji, śpi jak suseł. Nie ma innego wyjścia, trzeba jak co rano ją spionizować i powiedzieć, że zaraz się spóźni na śniadanie. To zawsze działa! I zadziałało po raz kolejny. Matka może naszykować wymyślne ubranie i drugie w razie wu do worka. Księżniczka powoli rozbiera się i opiwiada sen. Norma. Matka słucha, przebierając urwisa. Patrzy na jego dłonie, później na telefon. 8:20 nie wyrobią się dzisiaj. Nie ma opcji, trzeba zadzwonić i zapowiedzieć spóźnienie. Potem czas na zmianę opatrunku. Urwis wyjątkowo nie chce współpracować. "Osiwieję dziś, to pewne."

Uporanie się z Urwisem i Kluseczką na codzień jest w miarę łatwe, dlatego też Matka stara się myśleć pozytywnie. Świetnie. Wszyscy gotowi wychodzą.
Po przedszkolu czas iść do sklepu. Skończyło się mleko, a to w momencie dużego zapotrzebowania Urwisa zapowiada tragedię. W drodze do kasy Urwis bierze soczek z rurką, spoko "bierz i płacimy, jeszcze trzeba zaliczyć aptekę, kondomy się skończyły, a przy Tobie bez tego ani rusz." Podczas stania w kolejce Urwis próbuje otworzyć soczek, wyjątkowo nie idzie mu to, ze względu na ręce w bandażach. Za Matką stoi facet w podeszłym wieku, z tych co zdechną jeśli nie wtrącą nosa w nie swoje sprawy. Facet bierze Urwisa za ramiona i zaczyna pokazywać swoją twarz.
"Gdzieś wsadził łapy, co? Teraz nic nie umiesz zrobić!"
Urwis patrzy na Matkę zdezorientowany, takim bardzo smutnym wzrokiem, ta notomiast ignorując faceta kuca przy maluchu "Daj, pomogę Ci", mówi i bierze soczek.
Facet oczywiście czerwony ze złości, że ktoś go zignorował zaczyna atakować "NO GDZIE ON WSADZIŁ TE ŁAPY?!", matka patrzy na niego i gotując się w środku ze złości ze stoickim spokojem odpowiada "nie Pana interes". Zaczyna się. Facet mało nie puścił piany z ust, widać, że zabolało go, iż kobieta ma w dupie co mówi i nie zamierza się mu tłumaczyć, więc wykrzykuje na cały sklep "OH, JAKA TAJEMNICZA! MŁODA I PYSKATA!" Kasjerka obsługująca właśnie Matkę i Urwisa patrzy raz na nią, raz na Faceta nie wiedząc co zrobić, Matka widząc jej zakłopotanie mówi do niej puszczając oczko "przynajmniej nie stara i wredna..". Facet zdaje się, że zaraz pęknie ze złości, na szczęście pora na wyjście ze sklepu...

Ze sklepu do apteki jest około 10minut normalnym tępem. Z Urwisem jakieś 20 jeśli ma dobry dzień. Na całe szczęście nie spieszy im się nigdzie więc idąc spacerkiem prowadzą cudowny dialog, a raczej Urwis prowadzi monolog, a Matka co jakiś czas przytakuje. Brzmi on mniej-więcej tak: "Co to? Bluuuum! Co to? Dzewo! Co to? Bluuuum! Co to? Ato! Bluuuum!" "Tak, masz rację, brawo!" "Co to?..........."
W aptece zaraz po zakupie kondona, Matka prosi farmaceutkę o pożyczenie nożyczek, widziała już w drodze, że bandaż zaczyna się zsuwać, więc jak najszybciej trzeba było siatką zabezpieczyć go na drogę powrotną.
Urwis w drodze do domu wymyślił sobie chodzenie i jednoczesne kopanie w kółko wózka. 6 razy leżał na ziemi. Świetna zabawa, no cudowna!

...............
Po obiedzie i skończonych obowiązkach czas na kolejne wyjście z domu, przed tym zmianę opatrunku. Tym razem młody dał sobie zrobić to bez marudzenia, zapatrzony w sumie w Świnkę Peppę bardziej myślał o spaniu, niż o tym, by robić na złość. Żeby namówić go do wyjścia po Księżniczkę, Matka zaproponowała wyjście na jeździk. Ochoczo wziął samochodzik na dwór i ustawił na chodniku, szkoda tylko, że Matka wcześniej nie przemyślała swojego pomysłu. Drogę, którą Urwis pokonuje w kilkanaście sekund pieszo dziś pokonywali 15minut. Dosłownie szybciej stali niż on jechał. Matka była załamana, jednak jako osoba kreatywna wpadła na genialny pomysł. Kazała dać mu nogi na maskę samochodziku, sama zaś złapała za kierownicę i jedną ręką pchała wózek, drugą zaś ciągnęła autko. Plecy i duma ucierpiały, zabawa dla Urwisa była świetna, a jego radość wynagrodziła Matce te pół godziny męki i wzroku wszystkich co przechodzili obok.

...................
Reszta dnia minęła rutynowo. Trochę oglądania bajek, dłuuuuga zabawa Barbie, układanie puzzli, wymyślanie bajek. Od 15:00 do 19:00 nie wiedziała w sumie kiedy dzień przeleciał. Była zmęczona, jednak nie mogła zagonić ich do spania. Uwielbia ich towarzystwo, ich śmiech, ich przytulasy. Gdy przychodzi czas ich snu dziwnie się czuje.
Dziś usunęła z nimi z uśmiechem na ustach i myślą co też przyniesie kolejny dzień..

Komentarze