Ku przestrodze! Uważaj!


Opowiem Ci dzisiaj historię przez którą moje dziecko nie może zrywać kwiatków bez pytania, nie może robić mi niespodziewanych prezentów takich jak zwykły, piękny bukiecik i jeszcze długo nie będzie mogła. Jeśli jesteś wrażliwa - lepiej nie czytaj dalej, bo pokażę Ci zdjęcia, które piękne nie są.


 Wszystko zaczęło się pięknej, słonecznej, czerwcowej niedzieli. Był to nasz pierwszy weekend od miesiąca, który w końcu spędziliśmy w domu, na Śląsku i to całą czwórką. Miał to być super dzień, drugi nad wodą, gdyż upał niemiłosierny.. I dzień może byłby super, gdyby nie jego skutki.
Dokładnie nawet nie wiemy gdzie, ale przypuszczamy, że zdażyło się to w czasie, gdy weszła ze mną do lasku, bo pod samym autem zachciało jej się siku. Może jednak gdzieś to dziadostwo pływało.. Nie wiemy. Serio. Mowa tutaj o roślinie znanej, zapominanej i bardzo niebezpiecznej. Nawet śmiertelnej. Zemsta Stalina - Barszcz Sosnowskiego. Znasz?


Spotkanie z nim (a już na pewno, gdy jest gorąco!) grozi poparzeniem, może prowadzić do zakażenia, a nawet śmierci.  Nawet jeśli spotkanie będzie łagodniejsze daje dużo bólu i może zostawić trwały ślad na skórze.



Z początku robią się małe bąbelki, takie jakbyś poparzyła się gorącą wodą. Jednak z dnia na dzień to rośnie i nie chce pękać,  robi się stan zapalny, zaczyna bardzo boleć i potrzebne jest natychmiastowe leczenie. Antybiotyków się nie uniknie. Wizyt u chirurga i ogromnej sumy zostawionej w aptece również.

Jak wygląda leczenie takiego czegoś u dziecka? Najpierw leki! Antybiotyki od każdej strony (na ranę, a raczej bąbelki oraz do środka - syrop). Im szybciej podane tym lepiej, gdyż jest mniejsze ryzyko rozejścia się jadu tego kwiatu i zakazenia. Następnie wizyta u chirurga  (u nas zareagowali szybko, bo w ten sam dzień co pojawiłam się ze skierowaniem!)
Chirurg myje ranę, usuwa martwy naskórek i czyści ranę po raz kolejny. Zerwanie naskórka jest bolesne, tak samo jak czyszczenie żywej rany.

Taką ranę musieliśmy co 4 godziny czyścić i zmieniać opatrunek (po tygodniu kolejne czyszczenie chirurgiczne i kontrola gojenia rany). Przemywanie octaniseptem, maść i bandaż na opatrunku plus kondom dodatkowo. Zero słońca. Zero najmniejszego zamoczenia (również mycia wodą). Zero placu zabaw. Udręka dla dziecka jak i rodzica. I oczywiście co 6 godzin syrop przeciwbólowy.


Po dwóch tygodniach u nas była znaczna poprawa, mogliśmy zacząć moczyć paluszek, przestał boleć i zaczęła nowa skóra rosnąć, także wazelina, na nią plaser i sio na spacer! (placu zabaw nadal musieliśmy unikać)

Teraz palec wygląda tak:
Jak widzisz mamy delikatnie czerwony ślad, ale to wszystko ☺ Jednak ile nerwów i bólu wszyscy mieliśmy. . Nikt nie dowie się, jeśli sam nie przeżyje.


I tak. Miałam wyrzuty sumienia. I nie. Nie miałam możliwości jej ustrzec, gdyż mały barszcz nie różni się od zwykłej trawy.

Komentarze