#1



Od wczoraj walczę z jedną ważną myślą, skoro blog jest przede wszystkim pamiętnikiem młodej matki, czemu tak mało piszę tu o tym o czym myślę? No więc dziś zdecydowałam! Jeśli uważasz, że jest ok zostaw 👍 oraz komentarz, jeśli nie, również to napisz! 😉
To co?.
Do dzieła!





8.00 rano, dzwoni budzik. Wyłączam go z niesmakiem, przecież i tak od 5 minut nie śpię.. Małe potwory wstały dużo wcześniej niż zwykle, przeżywają wyjazd. Również go przeżywam, w końcu to drugi koniec Polski, a jakoś humor nie chce mi dopisać. No trudno, mały zaczyna upominać się o śniadanie, muszę szybko lecieć do sklepu, myślę sobie "gruby wytrzymaj jeszcze pół godziny..", idę do pokoju się ubrać, zapomniałam w co chciałam, świetnie! Biorę pierwsze z góry co nasunęło się pod rękę i ryczę na cały głos:
- za 15min autobus, Zuza wkładaj buty!!!! - w myślach "cholera zaś będę musiała cię nieść wraz z torbami.."
Przed samym autobusem kombinuje jak dorobić klucze do mieszkania i dowieźć je migiem do mamy, w końcu dwa tygodnie to szmat czasu, a kot niestety sam sie nie nakarmi (już nie wspomnę o śmierdzącej kuwecie).

Klucze udało mi się załatwić w dwie minuty, jednak po drodze akurat jak na złość spotkałam trzy koleżanki, z którymi pewien czas nie rozmawiałam. Zaczęły się pytania: "o, a co tu robisz?" "gdzie jedziesz?" "dzieci wytrzymają taką drogę?" itp, itd. Grzecznie po minucie rozmowy próbowałam się urwać i uciec na autobus, jednak nie wyszło, mój ulubiony autobus odjechał, gdy czekałam na przejściu dla pieszych, cudnie. Kolejny za ponad pół godziny, więc sprawdzam połączenia do Katowic od rodziców ofc, okazało się, że połączenia jak na złość brak. No nic przynajmniej se posiedze 40min na dupie w spokoju od Zuzy, gdy ta będzie męczyła babcię...
Siedziałam tak długo, że ledwo udało mi się zamówić taksówkę, która jakimś cudem jest obok i dowiezie mnie w mgnieniu oka na dworzec. Udało się, jeszcze nawet zdążyłam zakupić happy meal'a na podróż.


Nienawidzę pociągu z rezerwacją miejsc. Po prostu nienawidzę szukania tego głupiego wagonu i wchodzenia z wózkiem tym wąskim wejściem ze schodami. Porażka, kto to wymyślał? 😡😡😡 na 💯% żadna matka, chyba, że była to matka po przeszczepie mózgu od jakiegoś fa.. fantagalektycznego ufo.
Oh panowie konduktorzy zaproponowali mi pomoc, tylko teraz jak zabrać wszystko do naszego przedziału? Wziełam torbę i Zuzę, wcześniej prosząc jakiegoś młodego faceta o popilnowanie śpiącego Jana. Gościu popatrzył na mnie wzrokiem, który nie wiedział czy jest przerażony, zły, czy jednak kpi śmiejąc się. Zgodził się jednak ☺ także zaprowadziłam młodą na miejsce i poleciałam po grubego, który smacznie spał.
Usadowiliśmy się w przedziale, gdy nagle drzwi się otworzyły i padło pytanie "mogę się dosiąść?" - popatrzyłam kogo zdrowo głowa boli, okazało się, że tego samego człowieka, który przed chwilą pilnował mi wózka 😂😂 "jeśli nie będą przeszkadzać Ci dzieci to śmiało" odparłam, w myślach mając "chyba Cię pojebało, serio nie wiesz na co się godzisz". Wszedł, odłożył plecak i zaczęliśmy rozmawiać, okazało się, że mamy 6h podróży wspólnie do przebycia, więc w duchu modliłam się, by nie był dziwakiem. Okazał się na prawdę spoko facetem, co też zauważyły moje dzieci, więc Janek zaczepiał go ile szło, a Zuzia maltretowała zabawą Barbie. W między czasie oboje chodziliśmy na zmianę zakurzyć i rozmowa baaaardzooo się kleiła. Wymieniliśmy się sposzczerzeniami na temat różnych podróży, miejsc, które warto zobaczyć.
Na około godzinę przed Warszawą zrobiło się dretwo. Nie to, żebym miała coś do Warszawiaków. Weszła kobieta, babcia równolatka mojej córki (wraz z nim) i gdyby nie była nadzwyczaj wywyższającą się osobą pewnie bym ją strawiła. Najbardziej zirytowało mnie pytanie "Jak Pani to zrobiła, że tak małe dzieci się słuchają i tak dobrze znoszą podróż, bo jej wnusio to jak się uprze na czymś to nie ma zmiłuj i musi mieć, a podróże to widzę jak znosi" problem w tym, że ich nie znosił, a nam robiło się niedobrze od jej smęcenia..
Ufff wysiadła w Warszawie północnej, odetchnęliśmy z ulgą.

Warszawa centralna - wchodzi para z pieskiem, młodzi warszawiacy, którzy już po chwili zaczęli z nami rozmawiać jakbyśmy znali się od lat! Zuzia miała frajdy co nie miara, bo przecież ciocia ma pieska! Wysiadali w Nidzicy, tak jak ja, a ja zdobyłam nowych znajomych 😉🙈.

Na miejscu okazało się, że wybór miejsca na nocleg jest porażką taxi jedna, na którą mam czekać ponad 25min bo najpierw weźmie gościa, na którym więcej zarobi. Patrzę na nata - o jest jeszcze jedna - pisze całodobowa.. Dzwonię - jest po 20, w słuchawce słyszę, że facet ostatni kurs robi o 18.. No kurwa, jakieś żarty.. Włączam google maps i ide pieszo. Gdy dotarłam na miejsce marzyłam tylko, żeby iść spać. Nie będę opisywać miejsca, gdzie nocuje, ale jest pięknie tutaj. Serio. Prysznic dla każdego po kolei, zjeść i spać. Prawdopodobnie usnęłam przed dzieciakami..


7:45 kolejnego dnia. Nie śpimy z młodym, o 8 budzimy Zuzę i lecimy. Matka nadaje tempo. Zwiedzamy Nidzicę, Ruciane Nida oraz Mikołajki. Wracamy. Idziemy coś zjeść i do papierniczego zobaczyć co mają - rzepy-przylepy - strzał w dziesiątkę! Obiad, lody i.. I odpuszczamy sobie Działdowo.. 😢 zaczęła się przelotna ulewa, uciecha Zuzy skaczącej w kałużach po kolana głębokich - bezcenna. Mój humor po przesłuchaniu się moherowym komentatorkom o wiele lepszy.



Jutro jeszcze ciekawszy dzień nasz czeka, chcesz go poznać? Daj znać!

Komentarze