To boli, wiesz?

Gdy urodziłam Zuzie myślałam, że już mnie nic nie złamie. Po porodzie Jaśka, gdy wyszłam z depresji myślałam, że teraz już nic mnie nie zaskoczy. Czułam się silna, wiesz? Do dziś.

Nie są mi już straszne kupy, wymioty czy nie przespane noce. Zabiegi, choroby, wyciąganie gili z tego małego zasmarkanego nosa. Krzyki, tupanie, nawet gryzienie. Niegroźne wypadki, bo groźnych nie było jako-tako. Dalekie podróże z dwójką małych dzieci, torbami i tylko samą sobą. Samotność. Towarzystwo. Nawet robaki nie były tak straszne ostatnio.
Aż do dziś. Serio.
Niby nic. Ale nie dla tak małego jeszcze dziecka i nie dla mnie.

Wszystko przez ten pieprzony projekt. Projekt, w którym każdy wyjazd kończy się jakąś niespodzianką. Nigdy dobrą, zawsze coś się spieprzy. Ale dziś.. Dziś los przegiął pałę i musi to naprawić!

Już Ci mówię co się stało.
Jak wspomniałam - niby nic, a jednak coś.
Zuzia odkąd skończyła dwa tygodnie swojego wtedy jeszcze króciutkiego życia upodobała sobie moją maskotkę. Małego, białego, sponiewieranego pieska. Pokochała go całym maleńkim serduszkiem. Towarzyszył jej w łóżku, w zabawie, podczas snu, w szpitalach i zwykłych wizytach lekarskich. Gdy była smutna, zmęczona, wystraszona pierwsze jej słowa to były hauhau - później dopiero mama! I dziś..
Dziś nasz przyjaciel się zgubił. Ona nie rozumie tego. Myśli, a nawet mi próbuje wmówić, że został jak wiele rzeczy u babci, że rano pojedzie i znów będzie z nią. A tak się nie stanie. Jej płacz, łzy, smutek, tęsknota.. Ranią moje serce. Wieczorem płakałam z nią. To nie dla mnie. Serio. Chętnie wypiszę się z tego rodzaju macierzyństwa.
Nie mogę patrzeć na te smutne oczka. Nie umiem po raz kolejny proponować jej kolejnego pieska, wmawiając, że ten jest lepszy, że on się lepiej nadaje.
Nie potrafię i już!


Dziś pozwoliłam jej spać w moim łóżku. Wystawiłam na słynnym facebook'u ogłoszenie o poszukiwaniu zguby. Dałam jej moją ostatnią pamiątkę z dzieciństwa - innego, większego psa. Robię wszystko, by skończyła rozrywać moje serce.
Nie idzie.
To boli, wiesz..?




Komentarze