Miejsce, gdzie mieszkasz ma ogromny wpływ na Twoje samopoczucie!

W sumie może zacznę od tego, że ten rok na pewno nie zaczął się jako mój.. Nasz. Pominę kwestię mojego życia w partnerstwie, gdyż to co jest między mną, a moim narzeczonym to nasza bajka ;), ale sam fakt reszty jest czymś co zaczyna mnie powoli przerastać!
Zacznijmy od tego, że Nowy Rok dzieci powitały chore, Zuzia odlatywała z powodu gorączki, a Jaś dusił się katarem.. Dokładnie drugiego stycznia dostałam JELITÓWKI, a trzeciego trafiłam pod kroplówkę z powodu ogromnego odwodnienia. Dokładnie dzień później mały Jaś trafił z powodu zapalenia oskrzeli do szpitala, a został na operację wodniaka.. ale to jeszcze nic! Dokładnie 24h po małym moi rodzice przywieźli Zuzię odwodnioną do szpitala, gdyż jak się okazało zaraziła się ode mnie jelitówką.. Cud, miód, nie?
Spoko, wyszliśmy, zajęłam się tym moim własnym mieszkanniem i dokładnie równy tydzień i trzy dni było dobrze. 23 wracając z Zuzią od logopedy spadłam z głupich schodów, takich wieesz lekko krzywych, śliskich. Nie no w sumie, nie wiem czemu z nich spadłam, wiem, że jak do nich dochodziłam robiło mi się słabo..
No więc spadłam i co się okazało? Nic wielkiego.. w ten dzień tylko potrzaskane kolano, lekko opuchnięte. Dzień później ogromny ból ręki, którą zawisłam na barierce. Ból, nie idzie ruszać, odrętwienie.. Nagle nie umiałam nawet kartki w ręku utrzymać! Pojechałam na ostry, czułam, że coś jest nie tak. Chirurgicznie w sumie ok - skręcenie barku i zerwanie mięśni piersiowego wraz z obojczykowym. Neurologicznie.. no cóż i tu się zaczęły schody. Brak czucia, odruchów - skierowanie na rehabilitację i długie leczenie. Najgorzej - STERYDY! Myślę, że nie muszę Ci mówić czego się panicznie boję.
Także tak wyglądał nasz stycznień, raczej nie był szczęśliwym miesiącem, ale jak powiedział mi jeden Pan, który wiózł mnie po diagnozie do domu (nikt taki, zwykły taksówkarz, którego bardzo serdecznie pozdrawiam! Jeszcze nie miałam z kimś tak miłym i mądrym okazji jechać :))"Jeśli teraz jest źle, będzie już tylko lepiej." Obyś facet miał rację!


Przechodząc już do głownego tematu, żeby Cię dalej nie zanudzać ;)..
Od razu pragnę zaznaczyć, że wcale nie chodzi tu o dom z ogrodem i blok, bo wystarczy ogromny dom, z basenem w ogrodzie, który nie ma w sobie "tego czegoś". Jednak na własnym doświadczeniu mogę porównać i domy (np. babci, cioci, wujka..) i bloki/kamienice na własnym przykładzie, gdzie to sobie mieszkałam.
Ja porównam tylko typy mieszkań, ok? A raczej warunków w nich, które niejako mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie. I może, gdy idziesz do kogoś w odwiedziny nie zwracasz uwagi na takie szczegóły, może nawet nie masz możliwości zobaczenia ich, gdyż umawiasz się z tą osobą odpowiednio wcześniej, dzięki czemu ma czas stworzyć pozory.
A może jesteś właśnie z tych osób, które muszą je stwarzać?
A może jesteś 'po' depresji i patrząc wstecz, wiesz, że to gdzie mieszkasz lub mieszkałeś również wpływało na Twój stan psychiczny, zniechęcało do życia, a może wręcz przeciwnie dawało kopa do wyjścia z sytuacji?
/grafika google.pl


Ciemne mieszkanie i jeszcze ciemniejsze kąty w nim, do tego temperatura zbyt niska i źle rozłożone meble.. Nie ma nic gorszego! Nie masz ochoty nic robić, najchętniej cały dzień spędzałbyś w łóżku pod kołdrą nic nie robiąc, tylko śpiąc - mieszkanie Ci w tym nie pomaga. Leżysz kolejną godzinę, wokół robi się bałagan, przez co jeszcze bardziej się denerwujesz na bajzel, gdzieś tam podświadomie, bo tak na prawdę z całego serca wisi Ci to jak wokół Ciebie wygląda.
Miałam to! Przechodziłam i jeszcze gdzieś czasem mam takie napady 'wisiejstwa'.


"Ustal z grubsza plan na Nowy Rok i wyznacz sobie cele."

Może to właśnie będzie jedno z Twoich postanowień? 



PS. Jest to Icz. moich przemyśleń nt. mieszkania i samopoczucia w nim. Wypatruj kolejnych :* ;]
PS2. Zaraz z tą ręką idę z Zuz na lodowisko - to będzie jej pierwszy raz *_*! Ciekawe jak ją nauczę . haha będzie cyrk!
PS3. Lubisz jeździć na łyżwach? ;)


Komentarze